Nie ma już żadnych świętości – mamy wojnę

Od kilkunastu miesięcy jesteśmy świadkami końca demokratycznej Polski. Być może dalekiej od ideału, wymagającej reform, lecz dotychczas przewidywalnej – bo opartej na ściśle określonej hierarchii praw i wartości. Nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym stanowi niestety już ostatni przystanek na drodze do ostatecznego przewrotu.

Nie wierzę, że ktokolwiek czekał na taki dzień. Nikt z nas nie chciał zostać uczestnikiem wojny o wartości, które dotychczas traktowaliśmy jako oczywiste i niezbywalne. Dziś już niczego nie możemy być pewni. Jako naród jesteśmy podzieleni, zaszeregowani w lepszy i gorszy sort - na czołach nosimy etykiety lewaków, komunistów, zdrajców. Dziś przyszedł dzień, kiedy każdy z nas musi wznieść się nad sztucznymi podziałami wykreowanymi przez cynicznych polityków.



Tu od dawna już nie chodzi o politykę. Sprawa dotyczy tylko – albo, jak widać aż - przestrzegania prawa. Dziś każdy kto nie zgadza się z rządzącymi, stał się ich zakładnikiem. Politycy zawłaszczyli już wszystkie dziedziny naszego życia. Edukacja, światopogląd obywateli, media publiczne, kultura i sztuka, a teraz nawet wymiar sprawiedliwości mają być spójny z linią „jedynej słusznej partii”.

Dziś każdy nas, kierując się własnym sumieniem musi odpowiedzieć sobie na pytanie - komu chcemy powierzyć swój los? Politykom, którzy przypominają sobie o obywatelach tylko w okresie kampanii wyborczej? Działaczom partyjnym sprzeniewierzającym się woli i interesom wyborców w imię stanowisk i własnej kariery w partii? Cynikom, którzy wiele lat pracowali na to, by przyzwyczaić nas, że „wszyscy kłamią” a Sejm to cyrk, a nie miejsce rzetelnej pracy w imię dobra wspólnego mieszkańców tego kraju? Grupie zawodowej cieszącej się najmniejszym szacunkiem i zaufaniem społecznym?

Jako prawnik rozumiem, że w wielu z nas może kiełkować poczucie niesprawiedliwości. Jeśli nasza sprawa trafia na drogę postępowania sądowego, oznacza to że Strony są bezradne w obliczu powstałego sporu. Skoro taką sprawę rozpatruje sąd, nie można uznać jej za oczywistą i jednoznaczną. Sędzia nie jest automatem, ani wyszukiwarką przepisów – jest człowiekiem, którego codziennym obowiązkiem jest rzetelne i bezstronne rozważenie racji obu stron. To on – a nie Jarosław Kaczyński – stawia czoła problemom obywateli, zajmując się ich najważniejszymi problemami. To on podejmuje decyzje rzutujące w wielu przypadkach na sytuację życiową stron. Rozstrzygnięcie zawsze jednak wiąże się z uwzględnieniem argumentów tylko jednej strony – tym samym, już co najmniej połowa obywateli może czuć się niezadowolona z szeroko pojętej pracy sądów.

Co można zrobić, by zwiększyć satysfakcję obywateli i zapewnić im poczucie równej ochrony ich uzasadnionych interesów? Jestem przekonany, że drogą ku temu nie jest oddanie władzy sądowniczej politykom, którzy,- mówiąc eufemistycznie - bynajmniej nie słyną z nieskazitelności i uczciwości.

Z ubolewaniem stwierdzam, że wszystkie bezpieczniki zostały na naszych oczach wyłączone. Uwikłani w bezsensowne spory, kierujący się fobiami pielęgnowanymi przez polityków, przyzwyczailiśmy się do destabilizacji życia publicznego i rezygnacji z wszelkich dotychczasowych standardów demokratycznego państwa prawa.

Teoretycznie mamy trójpodział władzy. Teoretycznie mamy Trybunał Konstytucyjny i Prezydenta, który ślubował stać na straży Konstytucji. Teoretycznie jesteśmy w Unii Europejskiej jako wspólnocie demokratycznych wartości.

Praktycznie... Polską rządzi jeden człowiek, niezważający zupełnie na konsekwencje swoich decyzji. Gotowy poświęcić wolność każdego z nas na rzecz swoich porachunków z przeciwnikami. Przywykliśmy, że najważniejsze urzędy dziś pełnią w Polsce ludzie podlegli temu jednemu człowiekowi. Ludzie, którzy są w stanie nie tylko zaryzykować swoje dobre imię, lecz ponieść odpowiedzialność w imię destrukcyjnej ideologii. Nie ma już Trybunału, nie ma Prezydenta, nie ma Konstytucji – nie ma prawa.

Dziś to ludzie bez hamulców odbierają sędziom władzę sądowniczą. To nie sędziowie, a politycy będą faktycznie rozstrzygać o naszych najważniejszych prywatnych sprawach. Nasz majątek, wolność a nawet życie będzie od tej pory będzie zależne od ludzi, którzy za nic mają własne obietnice i nie wstydzą się kłamać, znieważać innych. Drogie Obywatelki, Drodzy Obywatele – obchodzi Was to?

W potoku obelg i strumieniach nienawiści, ludzie dławieni chęcią politycznej zemsty nie dokonają jakiejkolwiek reformy i zmiany na lepsze. Nie negocjujmy zatem z terrorystami. Nie wolno nam akceptować sytuacji, w której demokracja staje się prymitywną wojną plemion, w której zawsze zwycięża silniejszy.

Pamiętajmy słowa rzymskiego poety i filozofa, Lucjusza Anneusza Seneki: niesprawiedliwe rządy nie trwają nigdy w nieskończoność, nikt rządów gwałtu nie utrzyma długo. Wyjdźmy dziś na ulice i wyraźmy dobitny brak zgody na łamanie prawa – niech ci którzy je naruszają, nie śpią spokojnie.
Trwa ładowanie komentarzy...