Demokracja jest nudna

Ostatnie wybory pokazały, że młodzi wyborcy niosą za sobą właśnie taki przekaz i co więcej, dla wszystkich staje się on coraz głośniejszy. Hałas ten poza wywołaniem grymasu na twarzach dużej części społeczeństwa może jednak okazać się hipnotyzujący – zwłaszcza dla polityków, którzy w pogoni za głosami zrobią wszystko, by przypodobać się tak dużej części potencjalnych sprzymierzeńców.

W grupie siła
Tonący brzytwy się chwyta, toteż nic dziwnego, że pokolenie polityków grzejących sejmowe ławy od wielu lat, dziś, jak nigdy wcześniej, ma podstawy do poczucia niepokoju. Słyszymy więc obietnice skierowane bezpośrednio do młodzieży - poprawa sytuacji na rynku pracy, lepsza edukacja czy polityka prorodzinna. Nikt spośród tylu inteligentnych wodzów nie zdaje jednak sobie sprawy, że... to mało kogo obchodzi. Młodszy elektorat coraz bardziej się radykalizuje, jednakże nie na tyle by każda jednostka mogła stanowić w pełni niezależnego wyborcę. Wszyscy chcemy jakiejkolwiek zmiany, nikomu nie chce się jednak zmieniać.

Nietrudno jest przewidzieć dalszy scenariusz, kiedy to politycy zamienią się w owieczki, które będą tańczyły jak zagra im drugie stadko (choć owieczek młodszych i bardziej kapryśnych). Ostatnie czasy dają niemałą pożywkę naukową dla socjologów, bo laikowi ciężko wytłumaczyć postawę młodego elektoratu. Eufemistycznie mówiąc, nieustanne zdziwienie budzi wzrastająca popularność parapolityków, takich jak Paweł Kukiz czy Janusz Korwin – Mikke. Postulaty takie jak płatna edukacja czy służba zdrowia w zestawieniu z roszczeniową postawą młodych Polaków łączą się przecież jak oliwa z wodą. Jedno jest pewne – zbłąkane owce potrzebują silnego pasterza a kto pierwszy, ten lepszy.

Demokracja jest passe
Gdzieś po drodze został popełniony ogromny błąd w kształtowaniu młodego pokolenia. Błąd tych starszych, najgłośniej narzekających na taki stan rzeczy. Błąd, na który dziś nikomu nie chce szukać się recepty. Tutaj mądry Polak nie jest nawet po szkodzie, bo nad racjonalizmem zwycięża po raz kolejny zamiłowanie do narzekania. Ostatnie wybory pokazują jednoznacznie, że do większości wyborców, zwłaszcza tych młodych, nie przemawia siła spokoju czy doświadczenie - mało kto odczuwa pociąg do jakiejkolwiek stabilizacji. Nie liczy się merytoryka. Liczy się show – kandydat musi być modny, chociaż w odniesieniu do polskiej rzeczywistości raczej należałoby powiedzieć – nieobciachowy.

„Nie jestem zwolenniczką demokracji” – niegdyś to stwierdzenie samo w sobie byłoby zaskakujące, a dziś w wiadomości na Facebooku przesyła mi je bliska znajoma – lat 22, studentka dużego ośrodka akademickiego. Można zaniemówić albo podsumować tę śmiałą tezę jednym słowem – „głupota” i zostawić to w katakumbach Internetu. To byłoby jednak fałszowaniem rzeczywistości – już dziś to z pewnością nie są katakumby polskiego społeczeństwa. Margines będzie stawał się coraz szerszy, a to dlatego że mało kto rozumie czym tak naprawdę jest ta demokracja – w końcu ile pamiętamy z lekcji WOS-u i kim byli nauczyciele tego przedmiotu? Z pewnością nie znawcami Konstytucji, bo przecież wtedy znajomość zasady równości czy po prostu demokratycznego państwa prawa determinowałaby zgoła odmienny odbiór osobliwych politycznych zjawisk i szlachetnych obietnic. Czy naprawdę każdy Polak musi sam wywalczyć wolność, żeby móc z niej się cieszyć, szanować i w pełni z niej korzystać? Czy fakt, że moja wolność jest przyrodzona a nie wywalczona nie powinien czasem wpływać na jeszcze większą jej apoteozę?

Orla twych lotów potęga...
Niejeden z naszych ojców czy dziadków spokojnie powie, że to normalne, iż młodzi z natury są buntownikami i podświadomie bliżej im do rewolucji, niż ewolucji a co dopiero stagnacji.

Czyżby jednak po niespełna 26 latach naszej demokracji przyszedł czas na nowy porządek? Podejrzewam, że wielu z moich rówieśników odpowiedziałoby twierdząco. Skąd zatem ten ogólnospołeczny brak zadowolenia? Skąd przekonanie, że jedyną słuszną drogą zmiany jest destrukcja? Czy rodzice obserwujący jak bardzo różni się świat ich dzieci, od tego który kształtował ich samych, nie uznają tych zmian za pozytywne? Czy naprawdę nowe możliwości są tak ciężkim jarzmem młodego pokolenia? Ile warte były wszystkie lekcje historii w całym procesie kształcenia? Czy polskie społeczeństwo potrzebuje powtórzyć niektóre lekcje „w realu”, by w pełni zrozumieć to co przestaje być rozumiane dzisiaj?

Mimo że wtedy wydawało mi się to przekleństwem, dziś wiem, że odrabianie zadań domowych z książkami a nie Wikipedią było ogromnym szczęściem. Wtedy nikomu nie śniło się o tabletach czy smartfonach i być może to dlatego potrafię skupić się na nieco dłużej niż 30 sekund reklamówki mojego ulubionego kandydata (tu już nie jestem taki pewny czy nazywać to błogosławieństwem czy przekleństwem...).

Jako całe społeczeństwo – tych młodych i starych, oczytanych lub nie, robotników, licencjatów, magistrów nauk wszelkich – stoimy dziś przed bardzo ważnym wyborem. Czy mamy dostosować się do tendencji postrzegania demokracji jako prymitywnej machiny rządów większości, czy może próbować zatrzymać ten proces – uświadamiać, ale nie poglądowo a naukowo. Od kogo jednak to uświadamianie zacząć? Jedno jest pewne - tylko rzetelna wiedza może być fundamentem dla własnych poglądów, a z kolei poglądy te w dalszym toku asumptem do ewentualnych zmian. To rodzi jednak kolejne pytanie – na ile jesteśmy, na ile oni są, otwarci na tę wiedzę? Jak możliwa jest tak niska świadomość obywatelska, gdy ulubionymi słowami polityków są patriotyzm, historia, dziedzictwo, równość, wolność czy bezpieczeństwo?

Polityka z gatunku POP
Od paru miesięcy, zapewne nie tylko mój facebook roi się od manifestów politycznych, co i tak jest szumnym określeniem, albowiem „oświadczenia” te pozbawione są jakiegokolwiek zaznaczenia a co dopiero uzasadnienia swoich poglądów. I właśnie ten problem zasługuje na najsurowszą krytykę, która dla wielu młodych, przekonanych o światłości swojego umysłu, jest obecnie nie do zniesienia.

W obliczu mnogości źródeł wiedzy i tak hołduje się najprostszym a wręcz prymitywnym formom przekazu. Odmienny pogląd odrzuca się na starcie, bo jest to sprzeczne z filmikiem Mariusza Maxa Kolonko, albo tym co powiedział mi Wujek Zdzisiek przy czwartkowym bigosie. Jestem lemingiem – oglądam TVN, jestem „prawdziwym Polakiem” - czytam Frondę , uważam się za niezależnego - słucham Kukiza. W tym przypadku najbardziej jaskrawy jest brak wiedzy i ignorancja, która to na ogromną skalę coraz bardziej determinuje życie publiczne w naszym kraju. I nie chodzi o bycie ekspertem z zakresu polityki krajowej - chodzi raczej o chęć poszerzenia swoich horyzontów, pozbycie się ram w postrzeganiu rzeczywistości. Na razie u coraz większej ilości obywateli równają się one przekątnej matrycy monitora.

Dziś na niezadowolenie wyborców reakcją drugiej strony są deklaracje pomocy w pakowaniu walizek dla tych pierwszych. Krzyczy się o nieposzanowaniu demokracji, jednocześnie (świadomie lub nie) popierając formacje, które w najłagodniejszych przypadkach same tego szacunku nie okazują. Z drugiej strony, cierpliwie wysłuchujemy zarzutów jednych o fałszowaniu wyborów czy obserwujemy manifestacje, w których nierzadko dochodzi do zamieszek. Mimo to, i tak najbardziej oburza nas post na profilu naszego kolegi, który wyraża swoje niezadowolenie wynikiem wyborów. Wszystkich myślących, niezależnie z jakich powodów, perspektywicznie oskarża się o bezpodstawne niedojrzałe panikarstwo. Czytamy zachodnią prasę, bo w końcu Internet sam nam ją podkłada pod nos, i dziwimy się jak ten „głupi zachód” może wróżyć nam marną przyszłość. „My wiemy lepiej – nie panikujemy a dajemy szansę. Może się uda.” To tak jakbyśmy masowo zaczynali zażywać heroinę i nie słuchali alarmujących nas lekarzy o koniecznych dla naszych działań skutkach, będąc nadal przekonanymi o własnych racjach.

Odpowiednia wiedza pozwala postawić trafną diagnozę choroby każdego ustroju - politycznego także. Zamiast to jej poszukiwać, my szukamy swoich mentalnych klonów, bo tylko z takimi najmilej będzie w ogólnonarodowym kółku wzajemnej adoracji. Jednakże nawet w najsilniejszym uścisku nie zatrzymamy konsekwencji naszych wyborów, które niemała ilość osób już zna. Dopóki nie zaczniemy słuchać i szanować wiedzy, dopóty „nasze” zdanie nie będzie tak naprawdę naszym, dopóty słowa będą bezwartościowym bełkotem a nie ukształtowanym poglądem – a ten dopiero zasługuje na pełny respekt.

Nasze pokolenie, urodzonych po 1989 roku, jest bardzo ważną i wpływową wbrew pozorom grupą – niezmiernie istotne jest więc własne myślenie. Wszelkie trudności w zrozumieniu pewnych zjawisk, które są nieodzownym elementem w procesie poznawczym, należy uzupełniać dorobkiem naukowym. Mimo że brzmi to arcypatetycznie, nie jest takie skomplikowane i ciężkie – w dzisiejszych czasach jest z czego korzystać. Polecam skromnie wszystkim, bez wyjątku – tym starszym również. W swojej naiwności wierzę głęboko, że nie jest to rzucanie grochem o ścianę.
Trwa ładowanie komentarzy...